niedziela, 22 maja 2016

27. Jest tak jak powinno być

||Sam||

Mija może niecałe dziesięć minut od wyjścia Justin'a i chłopaków. Leżę na łóżku. Po naszej kłótni straciłam ochotę na robienie czegokolwiek. 
Nie mogę zrozumieć, że po tym wszystkim nadal obawia się, że czuję coś do Matt'a. Nawet nie dal mi się wytłumaczyć.
Jak zwykle.
Ten chłopak podejmuje pochopne decyzje, a później dziwi się, że ponosi tego konsekwencje. Chcę, żeby było między nami dobrze i naprawdę się staram, ale mam wrażenie, że to wszystko jest na marne. Nieważne ile razy będziemy próbować, coś się psuje. Mam dosyć tej ciągłej walki. Jestem już tym zmęczona.
 Drzwi od pokoju się uchylają, a gdy zauważam w nich Megan i Ritę przekręcam się na drugi bok, plecami do dziewczyn.
- Och, no przestań! - karci mnie Rita.
- Chyba nie będziesz tak leżeć i się nad sobą użalać? - pyta Megan.
- Właśnie - blondynka przyznaje jej racje. - Pojechali Bóg wie gdzie i zostawili nas tutaj - dodaje z wyrzutem.
Czuję jak łóżko się ugina i chwilę później czyjeś ręce szturchają mnie za ramię.
- My też gdzieś wyjdźmy - proponuje Rita patrząc się na mnie.
Odwracam delikatnie głowę i posyłam jej pytający wzrok.
- Niby gdzie?
- Gdziekolwiek! - wtrąca Megan. - Dlaczego niby mamy tutaj siedzieć i na nich czekać? Zabawmy się - mówi z szerokim uśmiechem, a Rita go odwzajemnia.
Nie mogę pozbyć się wrażenia, że to cholernie zły pomysł.


***
 Wchodzę do zatłoczonego klubu razem z Ritą i Megan. Jest tyle ludzi, że nie wiem czy długo dam radę z tą moją pieprzoną klaustrofobią. Wzrokiem skanuję pomieszczenie, aby znaleźć bardziej odludnione miejsce. Byłam już na wielu imprezach. Cały pierwszy semestr przecież imprezowałam, ale nie było tylu ludzi. Nigdy. 
 Nim zdążę coś powiedzieć Rita łapie mnie za dłoń i ciągnie w stronę jakiś schodów na wyższe piętro. Na szczęście tam jest mniej ludzi i do tego znajdujemy wolny stolik. 
Siadam na dużą, miękką czarną sofę i zaczynam liczyć swoje oddechy. Nie mogę teraz spanikować. Po prostu nie mogę. Próbuję skupić wzrok na jaskrawym kolorze sukienki Megan. Przyglądam się każdym detalom. Małe perełki na dekolcie, krótki rękaw, czarny pasek. Z każdą sekundą mój oddech wraca do normalności. 
- A ty jak uważasz, Sam? - pyta wesoła Rita.
- Co? - zadaję pytanie nie wiedząc o co jej chodzi.
- Czy ty też uważasz, że ten barman po lewej jest cholernie seksowny? - powtarza ze śmiechem. 
Przenoszę wzrok na wysokiego bruneta stojącego za barem. Siedzimy dosyć blisko, więc łatwo dostrzegam jego błękitne oczy i biały szeroki uśmiech. Nie jest brzydki.
- Mam chłopaka - odpowiadam odwracając wzrok. 
- No przestań - mówi Rita marszcząc brwi. - Myślisz, że jak oni gdzieś się spotykają, to nie patrzą na inne kobiety? Robią to. Twój Justin też - odpowiada na własne pytanie. 
- Nie wiem co robi, gdy nie ma mnie w pobliżu, ale nie będę patrzeć na innych facetów tylko dlatego, że pokłóciłam się ze swoim - mamroczę chcąc skończyć tę rozmowę. 
Dziewczyna wzdycha i daje za wygraną.
- Okej, w takim razie ja go sobie wezmę - mówi rozchichotana i idzie w stronę barmana.
Kręcę głową i uśmiecham się rozbawiona. Cała Rita.
Myślałam, że jest coś między nią, a Harry'm, ale najwyraźniej się pomyliłam. Na kampusie często przebywali w swoim towarzystwie. Widziałam jak ona na niego patrzy, ale widocznie nic z tego nie wyszło.
Spoglądam na Megan, która mając dziwny wyraz twarzy odpisuje na sms'a. 
- Zostawiłaś Chris'a samego na Sylwestra? - pytam ciekawa. 
Jakaś kobieta może kilka lat starsza od nas przynosi nam do stołu ówcześniej zamówione drinki. Upijam łyk i znowu patrzę się na rudowłosą.
- Od kilku dni jest między nami średnio - odpowiada smutno. 
Też bierze łyk swoje drinka i zaczyna się tępo na niego patrzeć. 
- Tyle razy zrywaliśmy i tyle razem przeszliśmy. Może to znak, że nie powinniśmy być razem.
Oblizuję usta i kręcę głową.
- Ze mną i Justin'em jest to samo. Ale go kocham. Zgaduję, że ty kochasz Chris'a, więc nawet nie powinnaś tak myśleć. Wszystko się ułoży - odpowiadam uśmiechając się delikatnie.
Megan łapie ze mną kontakt wzrokowy.
- Z wami jest inaczej. Po prostu... Patrząc się na was można zobaczyć, że to co was łączy jest prawdziwe. W naszym przypadku, niekoniecznie.
Znowu upijam trochę drinka i zaczynam zastanawiać się nad jej słowami.
Może i jest inaczej, ale nie jest lepiej. 
Kocham go. Naprawdę go kocham, ale są momenty, w których przez myśl przechodzi mi, że chcę się poddać. 
  Z takimi myślami wypijam jeszcze takich sześć, lub może siedem. Nie wiem. Przestałam liczyć. Kręci mi się trochę w głowie, ale skuteczni staram się to ignorować.
- Pójdę na dół. Może trochę potańczę - informuję Megan odchodząc od stołu. 
Wcale nie chcę tańczyć. 
Muszę wyjść się przewietrzyć. Mimo, że na górze nie ma takiego tłoku, nadal jest duszno. Potrzebuję świeżego powietrza. Schodząc na dół niepewnie obserwuje tłum tańczących ludzi, przez których będę musiała się przebić żeby dostać się na zewnątrz. Poprawiam swoją białą zwiewną sukienkę i szukam w sobie odwagi na przejście przez to. 
Dam radę. 
Będę szybko szła i nim się obejrzę wyjdę z tego dusznego klubu.
Biorę oddech i wchodzę  pomiędzy tańczących ludzi. Jak na razie jest dobrze. Kilkoro ludzi niechcący uderza mnie ramieniem lub depcze moje nowe, szare koturny, ale staram się nie zwracać na nich uwagi. Jeżeli się rozproszę dostanę ataku. Wiem to. 
Kiedy wydaje mi się, że już wszystko będzie dobrze czuję jakiś uścisk na lewej dłoni. Odwracam się, aby zobaczyć kto to i zauważam jakiegoś średniego wzrostu blondyna. Na pierwszy rzut oka widać, że jest nieźle podpity. Uśmiecha się do mnie i chyba chce mnie objąć, ale jestem zwinniejsza. Odsuwam się od niego przez co zachwiewa się i prawie traci równowagę. Szybko się odwracam i odchodzę zanim się ogarnie i zacznie do mnie przystawiać. Robię kilka kroków i rozglądam się.
Cholera. 
Każdy skacze i krzyczy, a ja nie widzę pieprzonego wyjścia. Zatrzymuję się i biorę głęboki oddech. Odczuwam jak panika powoli przejmuje całe moje ciało. Jest tu zbyt ciasno, zbyt duszno. 
Czuję się tak jakby ludzi przybywało i robiło się coraz ciaśniej. Mam wrażenie, że jestem cholernie mała, a ten tłum zaraz mnie rozgniecie. 
W panice okręcam się wokół własnej osi, a mój oddech przyśpiesza. Ta impreza była złym pomysłem.
Chcę żeby tutaj był.
Gdy wpadam na jakąś roztańczoną dziewczynę odwracam się, aby odejść i w tym samym momencie wpadam prosto w czyjeś ramiona.
Moje oczy napotykają brązowe tęczówki. 
- Oddychaj - mruczy przy moich ustach.
Muzyka jest tak głośno, że mogę jedynie wyczytać te słowa z ruchu jego warg. 
Kładzie dłoń na moim policzku i delikatnie łączy nasze usta. Zamykam oczy i wszystko zamiera. Muzyka, ludzie, miejsce w którym się znajdujemy. Wszystko po prostu znika. 
Nie wiedziałam, że moja prośba tak szybko się spełni, a jednak jest tutaj.
Justin.
 Znowu mnie ratuje. Znowu to robi. 
Powinnam być na niego zła, że nakrzyczał na mnie i mnie zostawił, ale w momencie kiedy mnie całuje zapominam o wszystkim. Wystarczy, żeby tylko przy mnie był, a ja zapominam o całym świecie. 
Pogłębiam pocałunek wplatając palce w jego włosy. Jego ręce wodzą po moich plecach. Mój oddech się uspokaja, a przy nim duży tłum ludzi nie wydaje się być czymś strasznym.
Zjawia się i tak po prostu wszystko znowu jest w porządku. 
Jest tak jak powinno być.


***

 Wychodzimy z tłocznego klubu, a gdy do moich płuc dostaje się świeże, nocne powietrze od razu odczuwam ulgę. Biorę głęboki wdech i przymykam oczy. Justin wciąż trzyma mnie mocno za rękę tak jakby puszczenie jej oznaczało, że znowu gdzieś zginę. 
Spoglądam na niego kątem oka i zauważam jak mi się przygląda. Jego brązowe tęczówki studiują moją twarz. W tle słyszę stłumiony dźwięk muzyki,  a przed klubem znajduje się kilka osób pogrążonych we własnych rozmowach. 
 - Przepraszam - odzywa się po jakimś czasie. Marszczy brwi i przymyka oczy. - Reaguję zbyt szybko i nawet nie myślę nad tym co robię. Wiem, że nic do niego czujesz. Naprawdę to wiem, ale wtedy byłem tak zaślepiony zazdrością i myślą, że mogę cię stracić...
- Jest w porządku - przerywam mu i robię krok w jego stronę. - Powinnam była powiedzieć ci o tym, że do niego napisałam. Nie powinniśmy mieć przed sobą tajemnic, Justin - odpowiadam.
Oplata dłonie wokół mojej talii i przyciąga mnie do siebie. Automatycznie odwzajemniam uścisk i zaczynam napawać się zapachem jego perfum.
- Wracamy do domu Liam'a, okej? - mamrocze w moje włosy, a ja mu przytakuję. - Chłopaki są w środku, ale zgaduję, że będą chcieli tutaj zostać. 
- Jak wrócą? 
- Zostawimy im samochód, którym przyjechaliście i weźmiemy ten Liam'a. Nie obrazi się - wyjaśnia, a ja znowu przytakuję.
Wsiadamy do samochodu, a gdy chłopak go odpala i wjeżdża na drogę zaczynam się zastanawiać skąd wiedzieli gdzie nas szukać. Nikt nic przecież nie mówił.
- Skąd wiedzieliście, że tutaj jesteśmy? - pytam, a jasnowłosy na moment odrywa wzrok od jezdni i przenosi go na mnie.
- Napisaliśmy do Megan i ona nam powiedziała - przyznaje.
Zdrajca.
To moja pierwsza myśl.
Ale w sumie gdyby nie to, że dała im informacje dotyczące tego gdzie jesteśmy pewnie miałabym pieprzony atak klaustrofobii. W jednej chwili złość zostaje zastąpiona na jakiś rodzaj wdzięczności. Nie do końca to rozumiem.
 Justin parkuje przed domem, a ja od razu wychodzę z samochodu i kieruję się w stronę drzwi wejściowych. Mijam salon i chcę wejść po schodach, ale nagle czuję czyjeś ręce oplatające moją talię. 
- Co robisz? - pytam, gdy ciągnie mnie w jakąś inną stronę. 
Słyszę tylko jego chicho, ale nic mi nie odpowiada. Schodzimy w dół po jakiś ciemnych schodach,  a ja zaczynam odczuwać zapach chloru.
- Tylko nie mów, że Liam ma tu basen - mówię niedowierzając.
Justin otwiera szklane drzwi i uśmiecha się.
- Owszem, ma - odpowiada zadowolony. 
Wchodzimy do pomieszczania pełnego okien. Dom Liam'a jest na wzgórzu, więc miejsce, w którym znajduje się basen musi być niżej. W przeźroczystej tafli wody odbijają się światła panoramy miasta. Przez te okna widać całe Vegas. 
- O cholera - mamroczę zachwycona. 
- Moja pierwsza reakcja była identyczna - chichocze chłopak. 
Liam'owi totalnie odpieprzyło. Zaczynam się śmiać i powoli rozglądać po każdym skrawku pomieszczenia. Kątem oka zauważam, że Justin zwinnym ruchem zdejmuje z siebie koszulkę i resztę części garderoby zostając  w samych bokserkach.
- Co ty wyrabiasz? - pytam rozbawiona.
Zadowolony przeczesuje ręką włosy i patrzy się na mnie zadowolony.
- Chcę skorzystać z tego, że nie ma ich w domu - wyjaśnia prosto i posyłając mi cmoknięcie wskakuje do wody.
Kilka kropel moczy mi białą sukienkę. Jego zadowolony krzyk i mój pisk z powodu oblanego ubrania rozchodzi się echem po całym pomieszczeniu. 
- Chodź do mnie! - wyciąga do mnie mokrą dłoń, ale ja szybko się cofam.
Kręcę gwałtownie głową i śmieję się.
- O nie, nie ma mowy. Nawet nie mam stroju - wymiguję się. 
- Jesteśmy sami w domu. Nikt cię nie zobaczy - próbuje mnie przekonać, ale ja znowu kręcę głową.
Justin, gdy widzi, że raczej nie uda mu się mnie przekonać wzdycha zrezygnowany. Podpływa pod brzeg i kładzie dłonie na jasno brązowych płytkach przy basenie.
- Okej, skoro nie chcesz ze mną pływać, to chociaż usiądź sobie przy brzegu - proponuje patrząc się na mnie z iskierkami w oczach. 
Łapie ze mną kontakt wzrokowy i wystarczy tylko kilka chwil, żebym się zgodziła. Wzdycham. Zdejmuję buty i niepewnie podchodzę do niego. Kątem oka widzę jak uśmiecha się zadowolony. Siadam przy brzegu i moczę nogi we w miarę ciepłej wodzie. Przysuwa się do mnie i kładzie mokre dłonie po zewnętrznej stronie moich ud.
- Kiedy wróciłem tutaj i nie mogłem cię znaleźć moją pierwszą myślą było, że mnie zostawiłaś - wyznaje cicho, a mnie aż przechodzi dreszcz.
Nie zrobiłabym tego. 
Nie byłabym wstanie go zostawić nawet gdyby stało się coś strasznego. 
-  Nie zostawiłabym cię - odpowiadam. 
Chłopak kładzie ręce na płytkach obok mnie i podnosi się do góry, aby złożyć pocałunek na moich ustach. Jego wargi są ciepłe i delikatne. Pogłębiam pocałunek i kładę dłonie na jego policzki. 
- Kocham cię - mruczy w moje usta i w tym samym momencie czuję jak jego dłonie oplatają mnie w pasie.
Nim zdążę cokolwiek zauważyć zdecydowanym ruchem wciąga mnie za sobą do basenu. 
Z moich ust wydobywa się pisk, ale nie trwa on długo, bo Justin nurkuje razem ze mną wciąż mnie całując. Pocałunki pod wodą są inne. Jakby spokojniejsze i delikatniejsze. W każdym innym momencie zaczęłabym panikować pod wodą, ale jako, że czuję jego ręce, które zdecydowanie oplatają moją talię - nie boję się niczego. Gdy brakuje nam tchu Justin odbija się od dna i sekundę później wynurzamy się spod tafli wody.
Biorę głęboki oddech.
- Zwariowałeś? Moja sukienka - jęczę bezradnie patrząc się na kawałek białego mokrego materiału. 
Justin chichocze i przenosi wzrok tam gdzie ja. 
- Wyglądasz pięknie -mruczy znowu mnie całując.
Dłonią odnajduje suwak od niej i powoli ciągnie go w dół.
- Będzie ci tylko przeszkadzała - tłumaczy się i po chwili pozbawia mnie sukienki. 
Odrzuca ją na brzeg, a ja zostaję w czarnym komplecie. Uśmiecha się do mnie szeroko, a ja od razu to odwzajemniam.
- Zobacz, nie rozpuściłaś się - zauważa kąśliwie i chichocze, gdy zauważa jak moja mina zmienia się w niezadowoloną. 
Podpływa ze mną do brzegu. Opieram plecy basenowe kafelki.
- Też cię kocham -  odpowiadam na jego ówczesne wyznanie.
Przez chwilę patrzy się w moje oczy. Intensywność tego spojrzenia jest tak mocna, że zaczynam się zastanawiać co dzieje się w jego głowie.
- Dlaczego jak byliśmy w domu nie chciałeś mi powiedzieć co cię trapi? - pytam niepewnie, przypominając sobie jego dziwne zachowanie w San Diego.
Justin w spokoju przejeżdża koniuszkiem języka po górnych zębach.
- Nie chciałem robić z siebie męczennika. Nadal nie chce - dodaje.
Marszczę brwi przyglądając mu się. Wygląda jakoś dziwnie bezradnie. 
-A teraz? - pytam. - Teraz mi powiesz o co chodziło?
Justin cicho wzdycha i gdy już myślę, że znowu zaprzeczy, zaskakuje mnie jego pozytywne przytaknięcie głową.
- Pamiętasz kiedy u mnie w domu zostawiłem cię samego z Dylan'em? - pyta,  a gdy przytakuję zaczyna kontynuować. - Słyszałem kawałek waszej rozmowy. Dylan wspomniał w niej o Yale... - robi pauzę. - Wiem, że taka była nasza umowa. Jeżeli nie zdołałem cię przekonać do tego, żebyś została masz pełne prawo wyjechać. Wiedziałem, że taka opcja istnieje. Po prostu... Po tym wszystkim myślałem, że zmieniłaś zdanie. Miałem nadzieję, że zostaniesz. Ze mną.
Słucham jego słów w głuchym milczeniu. Jedyne co słyszę to delikatny plusk wody i nasze oddechy. Czuję na sobie jego wzrok, gdy zaczynam obserwować panoramę oddalonego od nas o kilka kilometrów Vegas. 
Nie wiedziałam, że tak bardzo się tym przejął. Miałam z nim o tym porozmawiać jutro,  w Sywestra. Ale skoro teraz zaczął ten temat to chyba będzie najlepszy moment, na powiedzenie tego.
- Ostatnio dzwonili do mnie z Yale - informuję go, bacznie obserwując jego zmieniającą się minę. - Pytali się o moją decyzję, więc odesłałam im papiery - ciągnę ostrożnie. Kolory z twarzy Justin'a zaczynają odpływać, a ja widząc go w tym stanie mam ochotę uderzyć samą siebie. - Puste papiery. Nie podpisałam ich - dodaję.
- Co?
- Mieliśmy umowę - mówię. - Jeżeli uda ci się mnie przekonać, zostaję. Udało ci się, Justin - uśmiecham się, gdy widzę jak na jego twarz też wpełza uśmiech. - Nie chcę iść tam, gdzie nie ma ciebie. Jeżeli nam się uda możemy zostać w Stanford. Jeżeli nie, znajdziemy coś innego. Nieważne co zrobimy, ważne, że zrobimy to razem - ledwie udaje mi się dokończyć wypowiedź, a Justin już atakuje mnie swoimi ustami.
- Kocham cię, kocham cię, kocham cię, kocham cię - powtarza raz za razem. - Tak bardzo cię kocham Sam.
Chichoczę na jego nagły przypływ miłości. Jest cholernie uroczy.
Zadowolony kładzie swoje usta na moje i powoli wsuwa mi język do buzi. Nasze języki zaczynają walczyć o dominacje, a gdy chłopak przegryza moją dolną wargę, cichutko jęczę w uznaniu.
- Obiecaj mi, że już zawsze będziemy razem - mruczy w moje usta.
Mimo, że w moich płucach brakuje powietrza udaje mi się z siebie wydobyć:
- Obiecuję.
Też tego chcę. Cholernie bardzo chcę być na zawsze jego. Chcę żeby on był mój na zawsze.
 Czuję jak jego dłoń błądzi po moim ciele i zatrzymuje się na mojej dolnej strefie.
- Co ty robisz? - pytam z lekko przyśpieszonym oddechem.
 Odrywa swoje usta od moich i przenosi pocałunki na moją szyję idąc coraz niżej.
- Nikt nas nie zobaczy - odpowiada składając pocałunek pomiędzy moimi piersiami. 
W innych okolicznościach pewnie bym odmówiła, ale mam już dosyć ciągłego pilnowania się. Zawsze jestem tą rozsądną, zawsze jestem na nie. Już wystarczy. Nie mam ochoty ciągle przejmować się tym co pomyślą inni. 
Wplatam dłonie w jego włosy, a gdy zasysa się na mojej szyi wzdycham cicho.
- Pójdziemy za to do piekła - mamroczę chichocząc, a Justin mi zawtórowuje.
- Przynajmniej będziemy tam razem - mruczy.

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że te wszystkie obietnice, całe to szczęście i nasze deklaracje o byciu razem na zawsze staną pod wielkim znakiem zapytania. 
To jak najtrudniejsza próba, która ma nadejść i zniszczyć nas lub sprawić, że staniemy się silniejsi. 
****
Równy tydzień nie było rozdziału i naprawdę szczerze za to przepraszam!

W komentarzach pojawiają się pytania dotyczące trzeciej części tego fanfiction, więc pomyślałam, że najlepiej będzie odpowiedzieć na to tutaj, a nie każdemu  z osobna. 
Stety lub niestety nie będzie 3 części. To już oficjalne i nie zmienię zdania niezależnie od tego jak skończy się ta historia. W tych dwóch częściach przekazałam wam to co chciałam przekazać i mam nadzieję, że zwolennicy trzeciej części będą potrafili to zrozumieć xx 


Victoria xx

19 komentarzy:

  1. Wiesz, chciałam już pisać, że cię kocham ale to na końcu zasiało we mnie tyle wątpliwości, że już idk co myśleć.
    Oczywiście dalej kocham ciebie i to ff ale boje się tego co zobaczę w następnym rozdziale.
    Cieszę się bardzo, że Justin zjawił się w odpowiednim momencie, że Sam nie idzie do Yale, że wszystko sobie wyjaśnili i już miałam skakać ze szczęścia, ale to ostatnie, przeklęte zdanie! Nie podoba mi się to zdanie weź je usuń XD
    Ja jestem zwolennikiem 3 części bo się uzależniłam ale jeśli nie, to ja rozumiem i przeżyje to jakoś szczególnie, że masz plan na jakieś kolejne ff z tego co wyczytałam. 😂 Najważniejsze, że napisałaś co chciałaś i się z tym podzieliłaś. ❤
    Chcę ci jeszcze podziękować bo trochę mam załamke, a dodałaś rozdział i gites jest, nawet wybaczam, że tak długo nie było chociaż mam nadzieję, że następny będzie szybciej! 😂
    Pozdrawiam, weny życzę na kolejny cudeńka, czasu też życzę i do następnego. x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, co tu się stało, że to nie ja, rozumiem 😂 idk czy teraz bedzie, że ja odpowiadam czy nie, a jak nie to ja jestem, Victoria Karczmarczyk 😂❤ wybacz XD

      Usuń
  2. Proszę, nie psuj niczego 😂
    Niech będą zawsze tacy szczęśliwi 😍

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezeli zepsujesz cos to cie oficjalnie zabije o bozeee to ff to moje zycie i nie wytrzymam bez niego:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam się do tego komentarza xd

      Usuń
  4. Tak słodko, tak pięknie, a ty wyskakujesz z tym "znakiem zapytania"... nie rob tego... nie niszcz. Już nie mam pojecia co może pójść nie tak... J bedzie ojcem? Xd Wypadek? Co bedzie zle?

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubie osobiście dramy, ale u nich chce tak cholernie happy endzik!!! 😍😍😍

    Plosze, obietnica która konczy sex to jak sakrament małżeństwa 😂😂

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe co się stanie? Kiedy będzie nowy rozdział?
    Mam nadzieje że Justin i Sam będą szczęśliwi:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Awww oby to się nie zepsuło :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nic ich nie złamie! Są za silni <3 nie chce dram, tp już tu nie pasuje
    No q rozdział świetny lubię twój styl pisania

    OdpowiedzUsuń
  9. Z jednej strony chce już kolejne rozdziały ale jednak nie chce, żeby się skończyło. I teraz znowu muszę znaleźć coś ciekawego do czytania. Rozdział super ;*
    E.

    OdpowiedzUsuń
  10. OMG Zakochałam się w tym rozdziale, na szczęście Sam zostaje z Justinem w Stanford. W końcu zaczyna im się układać ^^ Nie mogę się huz doczekać następnego rozdziału *.*

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie kończ tego FF tak ze nie będą razem , czytam go od poczatku i coraz bardziej zdaje mi się ze nie skończy się happy end'em. Dlatego proszę Ciebie żeby wszystko dobrze się skończyło i na końcu można by było napisać " żyli długo i szczęśliwie " ( za dużo bajek hahahahhah )

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy w klubie robiło się coraz gorzej z Sam znikąd pojawił się Justin i wiedział co się dzieje.

    Szykuje się jakieś mocne bum, ale to chyba dobrze, że nie planujesz kolejnej części. Nic na siłę. Teraz tak piszę, a pewnie jak faktycznie się skończy to będzie mi szkoda, że to już koniec :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak zawsze rozdział wspaniały. Czekam niecierpliwie na next 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  14. Kocham cie kocham cie kocham cie (ja aka justin)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jakoś nie czekałam na trzecią część. A to tylko dlatego, że nie miałabyś w niej co napisać. A ten rozdział jest cudowny. I ten basen, mrr. Czekam na kolejny i życzę ogromnej dawki weny.
    Miłego dnia. ;>

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeju ten rodział jest tak uroczy ^^ I jeszcze ta scena z basenem ahsgfafshsh ❤ Czekam nn, pisz szybko <3

    OdpowiedzUsuń