środa, 4 maja 2016

23. Nie przeżyję, jeżeli znowu ją stracę

||Sam||
 Gdy schodzimy z dachu i każde z nas wraca do swoich poprzednich zajęć żadne z nas nie porusza ponownie tego tematu. Justin zachowuje się tak jak wcześniej, no może oprócz jeszcze większej troski, którą teraz mnie obdarza. Do późnego wieczora siedzę z Pattie i rozmawiam z nią o wszystkim co tylko przyjdzie nam do głowy. 
 Po prysznicu wracam do pokoju, w którym nocuję i przed zasłonięciem okna, ciemnymi kotarami ostatni raz spoglądam na zewnątrz. Jesteśmy w Kanadzie, jest grudzień i jeszcze nie spadł śnieg. To zadziwiające. W dzień na dworze jest tak ładnie, że śmiało można pomylić to z wiosną. Nie zajmując sobie tym dłużej czasu zasłaniam kotary i kładę się do łóżka zostawiając zapaloną tylko małą lampkę na stoliku nocnym przy mnie. 
 Swoją drogą dziadkowie Justin'a mają bardzo duży i ładny dom. Jest zrobiony w starodawnym stylu i wszędzie są ciemne, mahoniowe drewniane meble. Jestem pewna, że gdybym teraz chciała go zwiedzić lub po prostu się przejść, zgubiłabym się. Ogród jego babci też jest niesamowity. Zajmuje się nim sama i to nawet zimą, więc efekt jest oszałamiający, nawet jeżeli nie ma tam teraz kolorowych kwiatów.
 Gaszę lampkę, a pokój pochłania ciemność. Przez chwilę zastanawiam się czy Justin'owi coś nie przyjdzie do głowy i czy do mnie nie przyjdzie, ale sen przejmuje mój umysł tak szybko, że nawet nie mam czasu się nad tym zastanawiać.


***

 Po dziesiątej jestem już w kuchni pijąc kawę z babcią Justin'a - Diane i Pattie. 
- Pojedziesz dzisiaj ze mną do galerii na zakupy? - pyta ciemnowłosa kobieta nasypując sobie łyżeczkę cukru do kawy. - Co roku tutaj jestem i za każdym razem muszę chodzić sama, bo nikt nie chce mi towarzyszyć - dodaje patrząc się na swoją matkę, która w tym samym momencie spojrzała się na nią.
- W galerii zachowujesz się jak wariatka, a mnie boli krzyż. Lepiej z nią nigdzie nie idź, Samantho - zwraca się do mnie, a ja zaczynam chichotać.
- Zaryzykuję i przekonam się sama - odpowiadam z uśmiechem. - O której?
Pattie zerka na zegarek na swojej dłoni. Ze zdziwieniem stwierdzam, że jest to ten sam, który dałam jej jakiś czas temu. 
- Dobrze by było żebyśmy się już zaczęły szykować - mówi. 
Przytakuję głową i wstając dopijam kawę.
- Daj mi piętnaście minut - informuję ją.
- W porządku. Chcesz coś z miasta, mamo? - kobieta pyta Diane, ale odpowiedzi już nie słyszę bo czym prędzej wchodzę po schodach, aby się ogarnąć. 
Idę tak szybko, że nie zauważam przechodzącej przede mną postaci i z impetem wpadam prosto na nią. Chwieję się, ale przed bolesnym upadkiem przytrzymuje mnie para silnych rąk.
- Uważaj niezdaro - Justin przygląda mi się z szerokim uśmiechem i kiedy jest pewny, że jestem bezpieczna odsuwa się ode mnie lekko. - Gdzie idziesz? 
- Muszę się przebrać i jadę z twoją mamą na zakupy.
Justin wydaje z siebie niezadowolony jęk.
- Nie widziałem cię od wczoraj. To ja miałem dzisiaj zabrać cię na miasto. - Wchodzimy na górę, a kiedy otwieram drzwi od swojego tymczasowego pokoju on wchodzi za mną. 
- Było przyjść wcześniej - odpowiadam i wystawiam mu język. - Teraz już za późno.
- Wczoraj do późna siedziałem z ojcem i dziadkiem. Miałem przyjść do ciebie w nocy, ale stwierdziłem, że nie będę cię budził. Byłem tak zmęczony, że obudziłem się dopiero teraz - tłumaczy się.
Staję przed lustrem i szybko wiążę włosy w wysoki kucyk. Chcę odejść żeby znaleźć sobie jakieś wygodne ciuchy, ale w tym samym momencie ręce Justin'a oplatają moją talię. Staje za mną i chowa twarz w zagłębieniu mojej szyi.
- Jesteś moja, nie ich - mamrocze jak małe dziecko. - To ze mną powinnaś spędzać czas.
Wzdycham, gdy jego usta delikatnie suną po mojej szyi. 
- Możemy spędzić razem czas wieczorem - proponuję odwracając się twarzą do niego. 
Chłopak od razu składa pocałunek na moich ustach, a ręce przenosi na mój tyłek. 
- Długo wam to zajmie? - pyta odrywając się ode mnie.
- Postaram się wrócić jak najszybciej - odpowiadam odsuwając się od niego lekko. - Naprawdę muszę już iść. Miałam wejść na górę tylko na kilka minut. 
Justin wzdycha i przytakuje głową.
- W porządku. Zostaw mnie. Sam sobie poradzę - odpowiada, a ja zaczynam chichotać.
Znowu go całuję.
- Jesteś głupi.
- Kocham cię - odpowiada na to i jeszcze raz przyciąga mnie do siebie. 
- Ja ciebie też. - Odwracam się i wychodzę z pokoju zanim całkowicie się rozmyślę i będę chciała z ni  zostać.
- Zawsze - słyszę jego głos dokładnie w momencie,  w którym zamykam drzwi.



***

  Wracam z zakupów w momencie, gdy zaczyna się ściemniać. Jestem zmęczona i jedyne o czym potrafię myśleć to spanie. Babcia Justin'a miała rację. Pattie jest wariatką co do zakupów i czasami naprawdę trudno mi było za nią nadążyć. Wchodzę do domu i witając się z resztą od razu kieruję się w stronę pokoju Justin'a. Obiecałam mu, że spędzę z nim trochę czasu i mam zamiar dotrzymać słowa. 
Jednak w pokoju go nie ma.
- Justin gdzieś wyszedł? - pytam schodząc znowu na dół. 
Jeremy wzrusza ramionami i wygląda tak jakby naprawdę nie wiedział.
- Mówił coś o Chaz'ie i Chris'ie, jego przyjaciołach stąd, ale nie widziałem żeby gdziekolwiek wychodził.
- Och... - odpowiadam tylko. - Może spróbuję do niego zadzwonić - próbuję się uśmiechnąć, ale nie wychodzi mi to.
Z jakiegoś powodu wydaje mi się, że coś jest nie tak. Wchodzę znowu na górę i przez chwilę łapię kontakt wzrokowy z tak samo zmartwioną Pattie.
Gdy tylko zamykam drzwi od pokoju wybieram jego numer, ale staje się to czego się spodziewałam. Włącza się poczta głosowa. 
Przegryzam wnętrze policzka nie wiedząc co powinnam teraz zrobić. Justin jest już duży. Nie musi mnie informować o każdym swoim wyjściu. Jeszcze nie jest późno, więc może po prostu poszedł się spotkać z tymi swoimi przyjaciółmi?
Mój telefon zaczyna wibrować i przez chwilę mam nadzieję, że to Justin, ale niestety mylę się. 
Dostałam wiadomość od Matt'a.
Ze zdziwieniem patrzę się na ekran. Napisałam mu sms'a kilka dni temu. Dopiero teraz by na to odpisywał?
Otwieram ją zbyt ciekawa by tego nie robić.

Od: Matt
Nie jestem na ciebie zły... Nigdy nie byłem i nigdy nie będę. To twoja decyzja i nic nie mogę z tym zrobić. 

Jego odpowiedź, gdy czytam ją sobie w myślach brzmi jakoś zbyt delikatnie. Do tej pory widzę jego złość gdy tylko zamykam oczy. Nigdy go takiego nie widziałam i nie wierzę, że tak nagle mu przeszło.

Do: Matt
Nie winiłabym cię, gdybyś naprawdę był na mnie zły. To by było w porządku. 

Dwie jego wiadomości przychodzą jedna o drugiej.

Od: Matt
Nie mógłbym. 

Od: Matt
Cholernie za tobą tęsknię.

Przegryzam wargę i zablokowuje telefon. Nie mogę mu na to odpisać. Nawet nie wiem co miałabym odpowiedzieć na "Cholernie za tobą tęsknie". Też za nim tęsknie. Może nie w ten sam sposób co on, ale naprawdę mi go brakuje. Był na kampusie jedną z niewielu osób, które zawsze potrafiły mnie zrozumieć i zawsze dobrze spędzało nam się razem czas. Wydaje mi się, że gdyby nie to, że cokolwiek do siebie poczuliśmy moglibyśmy być dobrymi przyjaciółmi.
No i oczywiście gdyby nie zazdrość Justin'a.
 Patrzę na zegarek. Dochodzi dziewiąta, a jego wciąż nie ma. 
Wzdycham i aby odgonić myśli od mojego chłopaka/nie chłopaka wybieram numer mamy. Przypomniałam sobie, że dostałam dzisiaj od niej sms'a, abym zadzwoniła wieczorem.

||Justin||
- Spierdalaj - mówię śmiejąc się. - Nie bawię się już w to gówno. 
Obserwuję jak Chaz układa w linię biały proszek. 
Powinienem być w domu i czekać na Sam. Zamiast tego dałem się namówić na wyjście. Jestem u Chris'a dopiero kilka minut i już tego żałuję. 
- Jasne - kpi ze mnie i wciąga całą kreskę. 
Wszędzie jest w chuj dużo ludzi i dymu. Ledwo widzę Chris'a i Chaz'a siedzących przede mną. 
Cóż, jeżeli mam być szczery to miałem nadzieję, że trochę wydorośleli, ale najwyraźniej przeliczyłem się. Nadal są takimi samymi idiotami. Kiedy spotykałem się z nimi w każde wakacje, w które tutaj przyjeżdżałem i spędzaliśmy je właśnie w ten sposób, cholernie mi się to podobało. Teraz już tego nie czuję.  
Odblokowuję telefon żeby zobaczyć która jest godzina i w tym samym momencie Chris zagląda mi w ekran. Widzę nieodebrane połączenie, ale nawet nie mam chwili żeby sprawdzić od kogo.
- Twoja?- pyta uśmiechając się.
Oczywiście ma na myśli Sam, której zdjęcie mam na tapecie. Szybko zablokowuję telefon i chowam go do kieszeni. Posyłam mu morderczy wzrok.
- Wypierdalaj - warczę.
Znam ten jego uśmieszek. I za chuja mi się nie podoba.
Unosi dłonie w geście obronnym.
- Wyluzuj, tylko zapytałem.
- O co? - pyta Chaz na którego narkotyk powoli zaczyna działać. 
- O jego seksowną dziewczynę - odpowiada zadowolony, a ja powoli przestaję nad sobą panować. 
- Stul ten pierdolony pysk - jęczę wkurzony.
Śmieją się ze mnie.
- To komplement. Powinieneś się cieszyć. Zresztą czego się boisz? To pewnie jakaś laska ze Stanów, więc i tak jest zbyt nieosiągalna.
Teraz jest dla nich zbyt osiągalna. 
Mój telefon dzwoni. Wyjmuję go z kieszeni i w sumie tylko to udaje mi się zrobić, bo Chris widząc zdjęcie i imię Sam na wyświetlaczu zabiera mi telefon i spierdala jak najdalej ode mnie.
Chaz się śmieje.
- Co ty kurwa robisz? - warczę na niego, ale on już znika  z mojego pola widzenia.
Wstaję i zaczynam za nim iść, albo raczej biec na ile to jest możliwe w tłumie ludzi. Przeciskam się pomiędzy nimi, aby dotrzeć do pokoju, w którym zniknął Chris. Zabiję skurwysyna, jeżeli odbierze i jej coś powie. Po prostu go zabiję.
W wejściu do tego pomieszczenia wpadam na jakąś niską brunetkę i instynktownie przytrzymuję ją w pasie, aby nie upadła. Kątem oka zauważam błysk fleszy i słyszę śmiech Chris'a.
- ,,Justin jest teraz zajęty. Zadzwoń później" - Mój pseudoprzyjaciel cytuje sms'a, którego właśnie do niej wysyła.
- Przeginasz - warczę na niego i zostawiając dziewczynę, którą staranowałem podchodzę do niego i wyrywam mu telefon z rąk.
- Wyluzuj.
- Wypierdalaj z tym wyluzuj - spluwam i odwracam się od niego.
Muszę jak najszybciej wyjść z tego chorego domu i wytłumaczyć wszystko Sam. 
 Jakimś cudem dosyć sprawnie dostaję się do samochodu i szybko odpalam silnik. Przed odjechaniem sprawdzam wiadomość i zdjęcie, które Chris wysłał Sam. 
- Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa - warczę pod nosem i szybko wybieram jej numer.
Na tym zdjęciu wszystko wygląda tak jakbym obmacywał się z tą laską czy chuj wie co. A ja jej kurwa nawet nie znam. Wpadłem na nią tak szybko, że nawet nie zdążyłem się jej przyjrzeć lub cokolwiek.
Oczywiście, Sam nie odbiera.
Przeklinając ciągle pod nosem wyjeżdżam na drogę i kieruję się w stronę domu. 
 Naprawdę nie powinienem iść na tą pieprzoną imprezę. Kiedy Sam pojechała z moją mamą, a reszta domowników miała mnóstwo spraw na głowie, w których nie chciało mi się im pomagać nie wiedziałem co innego mogę zrobić. Kiedy Chaz napisał do mnie czy wpadam dzisiaj do nich pomyślałem, że to nie jest zły pomysł. 
Ale to oczywiste, że to musiało tak się skończyć. Wszystko co nazywa się "przeszłość Justin'a" źle się kończy. 
 Parkuję samochód przed domem i szybko wchodzę do środka.
- Gdzie ty byłeś, Justin?! - pyta moja matka, gdy tylko zamykają się za mną drzwi.
- Sam jest u siebie? - Ignoruję jej pytanie i patrzę się wyczekująco raz na nią, a raz na mojego ojca.
Przytakuje mi, więc nie czekając dużej wchodzę po schodach i kieruję się do jej pokoju. 
Wchodzę bez pukania i zamiast rozzłoszczonej Sam spotykam tam ją i moją babcie siedzące na fotelach naprzeciwko łóżka.
- Do pokoju damy się puka ty niewychowańcu - babcia obrzuca mnie niezadowolonym spojrzeniem, a ja tylko unoszę ręce w geście przeprosin.
Patrzę się na Sam, która uśmiecha się lekko na jej uwagę. Przez sekundę czuję ulgę. Może jeszcze nie widziała tej wiadomości? Gdyby tak było miałbym szansę wszystko usunąć i każdy z nas zapomniałby o całej sprawie.
- Gdzie się podziewałeś? - pyta. - Wszyscy się o ciebie martwili. 
- Spotkałem się z Chaz'em i Chris'em. 
Babcia wstaje z fotela i poklepując lekko Sam po dłoni zaczyna wychodzić.
- Nie lubię tych chłopaczysków - mówi pod nosem i zostawia nas samych. 
Oblizuję usta i spoglądam na Sam. Po wyjściu babci ogrania nas niesamowicie napięta cisza. Za cholerę nie wiem co mogę jej powiedzieć. Nie wiem co wie i o ile cokolwiek wie.
Rozglądam się po pokoju, aby znaleźć jej telefon.
Sam wstaje i rzuca go na łóżko.
- Nie szukaj - mówi oschle. - Widziałam to zdjęcie.
Zamieram. 
Nagle zasycha mi w gardle. 
- To wcale nie tak, do kurwy... - jęczę z bezradności. 
Dziewczyna wzrusza ramionami i nachyla się, aby wyciągnąć pół spakowane walizki z pod łóżka.
- Nie będę się z tobą kłócić. Nie będziemy robić scen w domu twoich dziadków, więc po prostu w spokoju pozwolisz mi się spakować i dasz mi wrócić do domu - jej głos jest przerażająco spokojny.
- Oszalałaś? - patrzę się na nią krytycznie, ale ona nawet nie odwzajemnia mojego spojrzenia. - To pierdolone zdjęcie jest tylko chorym nieporozumieniem. 
Nie odpowiada mi. Zamiast tego ciągle z takim samym wyrazem twarzy pakuje coraz to więcej ciuchów. Podchodzę do niej i nachylając się zamykam torbę po czym odsuwam ją na drugi koniec łóżka. Jak najdalej od niej.
- Porozmawiaj ze mną.
Sam ciągle z głową w dół wzdycha i opuszcza dłonie.
Obserwuję jak przegryza wnętrze policzka i powoli podnosi głowę, aby na mnie spojrzeć.
-  O czym chcesz ze mną rozmawiać? - pyta. Jej oczy są zaszklone, a dolna warga delikatnie się trzęsie. - O tym, że obmacujesz się z jakąś dziewczyną przy pierwszej lepszej okazji? Mogłeś mnie w ogóle ze sobą nie zabierać. Nie miałbyś problemu z ukrywaniem się - przy ostatnich słowach jej głos się łamie. 
Odwraca się ode mnie plecami i widzę jak rękawami wyciera sobie policzki.
Jeszcze nigdy nasza wymiana zdań nie wyglądała w ten sposób. Zawsze na siebie krzyczeliśmy i rozwalaliśmy, albo raczej ja rozwalałem wszystko na swojej drodze. To było jak pierdolone tornado, niszczące wszystko. A teraz zamiast mówić jak bardzo mnie nienawidzi stoi przede mną wyglądając jak najbardziej krucha istota na ziemi i mimo tego, że tak naprawdę nie zrobiłem nic złego mam ochotę krzyczeć na samego siebie za to, że chociażby poszedłem na tą idiotyczną imprezę. 
 Po tym jak powiedziała mi o swoim wypadku wydaje mi się, że stała się jeszcze słabsza. Robię krok w jej stronę.
- To Chris wysłał ci tego sms'a. Zrobił zdjęcie w nieodpowiednim momencie i dlatego tak to wszystko wygląda. Nawet nie znam tej laski - mówię nie wiedząc jak jeszcze mogę się bronić.
Nie odpowiada mi, więc delikatnie kładę dłoń na jej ramieniu i odwracam ją twarzą do siebie. Ma zaczerwienione oczy i zanim zdąży mnie od siebie odepchnąć przyciągam ją do siebie i zamykam w szczelnym uścisku.
- Wiem jak beznadziejnie to wygląda. Naprawdę wiem, ale nigdy przenigdy bym cię nie zdradził. Musisz mi uwierzyć. Po prostu musisz - mamroczę w jej włosy. 
Sam jest cholernie uparta, więc nigdy nie spodziewał bym się tego, że tak szybko mi wybaczy. Ale jednak kiedy te słowa opuszczają moje usta, jej drobne dłonie oplatają się wokół mojego pasa.
Czuję jak całe moje ciało ogarnia ulga.
- Wierzę ci - odpowiada cicho. 
Wzmacniam uścisk i kładę dłoń z tyłu jej głowy. 
- Może reaguję zbyt pochopnie - mamrocze cicho. - Ale strata ciebie mnie przeraża, Justin - szlocha w moją koszulkę.
Jestem zaskoczony jej słowami. Przez cały czas staram się jej udowadniać jak bardzo mi na niej zależy i nie chcę jej dawać powodów do tego,  żeby myślała inaczej. Jestem w tym gówniany, więc zawsze wychodzi na odwrót. Ale z drugiej strony cholernie się cieszę z tego co powiedziała. Przynajmniej mam pewność, że nie jestem jedyny. Nie przeżyję, jeżeli znowu ją stracę. Nie dam rady. Po prostu to wiem.  
- Shh... - szepczę cicho. - Nie stracisz mnie. Kocham cię - mówię. - Zawsze.


****

Ew, ten rozdział tak bardzo mi się nie podoba, że aż nawet nie chcę mi się o nim gadać. 

Nie chcecie dram, więc jak na razie jestem dla Was dobra i podtrzymuję ich sielankę hah

Rozdział miał być już daaawno temu. I w sumie nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, oprócz tego, że była Majówka! :D Myślałam, że przesiedzę cały długi weekend w domu, a cóż, wyszło zupełnie inaczej. Albo byłam zbyt zmęczona, albo nie było mnie w domu.

Next możliwe, że będzie w weekend. Nie podam dokładnej daty, bo naprawdę nie wiem na kiedy uda mi się napisać.

Victoria xx

16 komentarzy:

  1. Mi się podoba :) każdy jest cudowny i czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Awww 😍😍chce już następny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaa tak się bałam, że Sam ucieknie. Tylko nie kończ drastycznie tej sielanki, bo będę płakać. I nie łącz Sam z Mattem, bo to ciota i pewnie ma jakiś mroczny sekret. Strasznie się denerwuję co będzie dalej :0 życzę weny i nie mogę się doczekać nexta

    OdpowiedzUsuń
  4. Zrób jakąś drame, będzie fajnie :D /Julie

    OdpowiedzUsuń
  5. Co ty mówisz rozdział jest cudny. Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  6. No niezle, juz myslalam ze Sam wyjedzie XD weny :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny rozdzial ♥ Ja chce drame oby sie cos dzialo :p /Wera.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oni są tacy uroczy

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mogę skomentować tak dłuuuuugaśno, więc powiem tylko, że bosko i kocham 😍 myślałam, że to ta drama 😭 nie słuchaj tego kogoś wyżej co mówi, że ma być drama, ja sie nie zgadzam! ❤

    OdpowiedzUsuń
  10. Będzie dziś?;)

    OdpowiedzUsuń
  11. O jaacie, super rozdział!! Nie chce dram bo należy im się spokój po prostu :)))

    OdpowiedzUsuń